Życie jest długim pasmem nieprzewidywalności. Nasze marzenia jednak wciąż dodają nam przysłowiowych skrzydeł, by trwać, by codziennie zmierzać się z okrutną poniekąd rzeczywistością. Nie wszystko udaje się nam zrealizować, czasami coś jest ponad naszym zasięgiem,bo my czujemy się zbyt słabi, zbyt mali, by gonić za należnym nam szczęściem. Przecież każdy ma do niego prawo....Nie czuję się do końca spełniona, ale mam swój mały kawałeczek ukochanego świata.Moje myśli rozczochrane dopadają mnie wszędzie. Chaotyczne na początku przeradzają się w moją ukochaną poezję. Może masz ochotę zatrzymać się na chwilę, przysiąść i poczytać? Zapraszam.:
Kategorie: Wszystkie | Joanna G. | Poezja i nie tylko.../życie/odczucia/
RSS
poniedziałek, 27 maja 2013
Puzderko wspomnień.

 Czas znowu się zatrzymał. Porządkując szafę w dużym pudle natknęłam się na małe puzderko. Naprędce, przepełniona ciekawością zrzuciłam wieczko. Stare fotografie i listy z czasów młodości. Odkurzyłam wspomnienia. Dziewczyna z fotografii właściwie już nie istnieje. Trochę się postarzała, posiwiała gdzieś uleciała cała frenezja młodości. Niegdyś marzycielka przywiązana bardziej do imponderabiliów, swoje pierwsze wiersze zapisywała  na luźnych kartkach, a te przepadały bezpowrotnie. Ech, łezka zakręciła się w oku. Wspólne zdjęcia, zatrzymana w bezruchu najpiękniejsza krótka chwila, ale niestety najgłębszy smutek szczęścia to przemijanie. Niektórych osób już po prostu nie ma wśród nas, a na fotografii wciąż uśmiechają się serdecznie. Potrzebowałam chyba tego, powróciły retrospekcje, zadziałało jak katharsis. Wśród listów znalazłam wiersz " Szlak sensu" Nawet nie pamiętałam, kiedy dokładnie go stworzyłam. Pierwsze 4 wersy pozostawiłam bez zmian, kolejne całkowicie zmieniłam. A jednak w puzderku wspomnień znalazłam też prawdziwy skarb-świadectwo mojej młodzieńczej pasji. Czasem warto zanurzyć ręce w szpargałach:)

 

Szlak sensu.

 

Drogą skalistą, drogą kamienną idzie człowiek

bosy, spocony w serce raniony... człowiek.

Podąża nieznanym szlakiem, niesie żale

słońce wypala jego pragnienia, on idzie dalej.


Idzie zbolały, a lekki wietrzyk rozwiewa

 myśli głodne. Okaleczony świat opiewał

nim jeszcze hiobowe dźwignął brzemię.

Tuła się więc człowiek, może i daremnie

szuka sensu? Być może na samym szczycie

ludzkich możliwości, zmierzy się z życiem.

piątek, 12 kwietnia 2013
Życie daje nam druga szansę.
Wiele się zmieniło w życiu mojej rodziny, odkąd Mateusz, mój kochany braciszek zachorował na białaczkę. Na początku wpadliśmy w panikę, trudno nam było kontrolować nasze emocje, łzy płynęły "znaną ścieżką" po policzku. Nie umieliśmy spojrzeć Matiemu w oczy, unikaliśmy kontaktu wzrokowego. Każda rozmowa była bardzo trudna. Jednakże tak niewiele wiedzieliśmy wówczas o tej chorobie. Zaczęliśmy zbierać informacje, analizowaliśmy, szukaliśmy porad, wsparcia, gwarancji, że wszystko będzie dobrze, aż w końcu czepiliśmy się nadziei. Każdy przecież chce żyć, a Mateusz ma zaledwie 16 lat. Czy los w tym momencie "pluje" nam w twarz?
wtorek, 09 kwietnia 2013
Bezradność.


 

Bezradność.

Jak szara myszka bez dachu nad głową,

jak robaczek bezlitośnie zadeptany.

Gorąca lawa żalu roztapia myśl nową,

ból chce rozerwać nienawiści kajdany.

 

Jak liść zwyczajnie przez drzewo porzucony

jak chwast pomiędzy dorodnym zbożem

świat warkoczem pokus ciasno opleciony

bezwolnie tonę w bezradności morzu.

Jak trąd odrywający szpetne członki ciała,

tak czuję, że najgorsza krzywda mnie spotkała.

 

 

  

Za przezroczystą ścianą żali się deszcz
dudni w rynnach jak nędzarza skarga cicha
przez szare ulice przebiegł smutku dreszcz
kamiennych domów krzyku tu nie słychać.

Wiatr zaplątał się w drzewnej czuprynie
czyha tam na całkiem czarne parasole,
cała marność dnia ulicami grzechu płynie
więc i ja moim łzom popłynąć pozwolę.

Nieważne, że łzy dziś w deszczu ukryłam
nieważne, że ból swój dziś przemilczałam
ważne, że iskra nadziei we mnie odżyła

nie poddam się, jutro w słońcu będę stała.

 

czwartek, 21 marca 2013
Życie to okręt , na który wchodzimy bez namysłu, szczury wychodzą znacznie później i rejs doznań nie jest już taki sam.
Być poetą

Życie jest długim pasmem nieprzewidywalności. Nasze marzenia jednak wciąż dodają nam przysłowiowych skrzydeł, by trwać, by codziennie mierzyć się z okrutną poniekąd rzeczywistością. Nie wszystko udaje nam się zrealizować. Czasami czujemy się zbyt słabi, zbyt mali, by gonić za należnym nam szczęściem, bo przecież wszyscy do niego mamy prawo...  Jeśli czujemy się wolni, wszystkie drogi tak naprawdę są dla nas otwarte. 

Obnażenie.

 

Szare pierzynki

leniwie rozchodzą się po niebie

ukazując sedno błękitu.

Nadzieja.


Słońce w pośpiechu

wlewa się do miasta rozpusty

obnażając piękno i brzydotę.

Nałóg.


Samotne drzewa

wyciągają smukłe ramiona do światła

żebrząc o każdy jego dotyk.

Odrzucenie.


Ohydne poczwarki

ukrywają szpetotę w schronach

by niebawem olśnić suknią imago

Odrodzenie.


Niespokojna dusza

może umierać na wiele sposobów

sztuką jednak pozostanie życie.

Wyzwanie.

 

 Powątpiewanie.


Poroniłam własną sztukę, 

którą jak dziecko

pragnęłam mieć

jak marzenia tylko moje,

które lada moment

miały się spełnić.

 

Zaplątałam swoje życie

jak sznurówki w denny

supeł. Teraz mozolnie

próbuję je rozplątać.

 

 Być poetą


Każdy być może chce być poetą
lecz nie każdy nim być może.
Ci, co duszę swą uwięzioną wożą
dorożką romantyzmu

Ci, co tchnięci Boga tylko łaską
zapadają na zawsze w naszej pamięci.

Oni to dzierżąc pióro w swej dłoni
przelewają myśli na białe karty.
Im mają więcej w sobie pokory
tym słowa są cenniejsze.


A ci, co w próżności swej zatopieni
nurzają pióro w zawiłości atramencie
Ci, właśnie w swym samouwielbieniu
piszą jedynie dla siebie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

  

 

 

 

poniedziałek, 18 marca 2013
W "szponach" choroby.

 

Życie doceniamy dopiero wtedy, gdy sami zaczynamy balansować na  jego krawędzi, licząc już tylko na przychylne zrządzenie losu. Poszukując sensu 
w życiu ganiamy wciąż za marzeniami, przemierzając kręte ścieżki własnych wyborów. Jednak, kiedy rozejrzymy się dookoła dostrzeżemy, że tak naprawdę nie żyjemy dla samych siebie. Żyjemy wokół ludzi, obok nich, 
a najbardziej  może właśnie dla nich. Dla ludzi, których kochamy, szanujemy 
i wielbimy. Dla nich to właśnie jesteśmy w stanie poświęcić jeśli nie wszystko to na pewno bardzo wiele. Każdy z nas pewnego dnia może obudzić się jakby w innym wymiarze, gdzie sens  zaczyna zacierać się za mgiełką załzawionych bezradnością oczu. Gdzie  ból, cierpienie,  strach  wiją się szpitalnymi korytarzami i czy tego chcemy, czy nie, sączą się do naszego umysłu i serca, wypalając wielką dziurę poczucia niesprawiedliwości. Kiedy  szpony choroby zawładną ciałem osoby, która jest Ci niezmiernie bliska stajesz się na krótką chwilę „ krzykiem.”  I jest jeszcze nadzieja, która wzmacnia spokój wewnętrzny. Ona sprawia,
że  podejmujemy aktywność, zaczynamy walkę, dostrzegamy szansę. Nasz świat nie powinien zamykać się w obrębie  własnych potrzeb. Nie proszę o współczucie, lecz o zwykły odruch serca. O krople życiodajnego "eliksiru". Przyłączcie się! Każdy z WAS może uratować czyjeś życie.

 

19 lutego 2013 życie naszej rodziny zmieniło się radykalnie. Mój 16-letni braciszek zachorował na ostrą białaczkę limfoblastyczną T-ALL.

wtorek, 05 lutego 2013
Słowo, cóż ono znaczy?

 

Tylko jedno słowo.

 

 

Słowo… 
cóż ono znaczy? 
w tej bezkresnej nicości 
Jak nic to brzmi.

 
Słowo… 
cierniem oplątane. 
tak łatwo może zranić 
kolcem zdrady w sercu tkwić. 


Słowo… 
wiankiem na wiatr rzucone 
okrada z resztek nadziei 
pustką wypełnia czas. 


Słowo… 
liryką cicho wyszeptane 
ukoić może duszę 
rozpalić namiętności żar.


Słowo… 
czasem jedno, proste wystarczy 
by ocalić człowieka,

by zachować godności twarz. 

 

 


Rozlane wino

-czerwień obcesowo gwałci biel obrusu.

Niedogaszony papieros

-melancholia snuje się dymkiem rozpaczy,

zapach po tobie jeszcze pozostał,

lecz słowo my-  już nic nie znaczy.


Moje okno

-świat spłynął kolorami naszych marzeń.

Wspólna fotografia

-zatrzymana w bezruchu szczęścia chwila,

przeklinam miłości niedoskonałość,

wszystkiego jednak z pamięci nie wymażę.

 

 

 

W barwach wspomnień.

Gdzie długie włosy wierzby 
dotykały ziemi czoła, 
odurzona zapachem 
świeżo skoszonej zieleni, 
ujrzałam błękit nieba 
w źrenicach twoich.

 
Łuk tęczy mnie oślepił 
w jednym twym uśmiechu. 
Z malachitu wspomnień 
niewiele mi już zostało, 
sepia spływa z fotografii 
ciepłym, łzawym brązem.

 
Pąsowa miłość raptem zbladła 
pod grynszpanowym dachem, 
trujemy się teraz nawzajem.

 

 

 

Tętno młodości.

 

Soczysto zielone listki

wiatru pieszczota tchnięte

 

Wijąc się hipnotyzują rozkosznie

tańcem uległości

 

Zatracone owoce

z drzew zakazanych poczęte

 

kuszą pękatą jędrnością

słodkim nektarem namiętności

 

jak trzepot skrzydeł

poczucie dumy i wolności

 

Tak jedną tylko porą

drzewa tracą prawie wszystko

my- tętno swej młodości.

niedziela, 03 lutego 2013
Czas na przemyślenia.

Pod przymkniętą powieką przewijają się obrazy,
owinięta ciepłym pledem wspomnień
próbuję uchwycić jak najwięcej z minionych 
zdarzeń. 

Właśnie w mgnieniu oka przemijają 
dla nas wszystkie ważne chwile. 
Teraz warto się zatrzymać, by zobaczyć 
co po sobie zostawiamy w tyle. 

Nie wytniemy z kadrów życia ani krzywdy,
ani wstydu, ni cierpienia.
Czas nikogo z nas nie szczędzi, 
zostawia jednak przemyślenia. 

Gdy więc będę życiem już tak bardzo
umęczona, chcę w objęciach Morfeusza
poczuć się spełniona. 

sobota, 02 lutego 2013
Plagiat.

 Dziwne uczucie towarzyszy człowiekowi, który swoje dzieło ujrzy na blogu innej osoby. Nigdy wcześniej nie zastanawiałam się jakie konsekwencje niesie za sobą upublicznianie swoich tworów na różnych stronkach o tematyce literackiej. Właściwie oczywiste dla mnie było, że każdego stać na odrobinę przyzwoitości, szczególnie ludzi wykazujących się dużą wrażliwością. Błąd. Całkiem przypadkiem trafiłam na blog młodej dziewczyny, która zerżnęła żywcem mój wiersz i potraktowała jak  własne "dziecko".http://anita118.blog.interia.pl" Łzy w deszczu", bo o nim mowa ulegał wielu modyfikacjom. Wiadomo nigdy do końca nie jesteśmy zadowoleni ze swoich tworów) W takich momentach refleksja sama się nasuwa. Czy nie lepiej było zostawić swoje wiersze w szufladzie?

 

Za przezroczystą ścianą żali się deszcz
dudni w rynnach jak nędzarza skarga cicha
przez szare ulice przebiegł smutku dreszcz
kamiennych domów krzyku tu nie słychać.

Wiatr zaplątał się w drzewnej czuprynie
czyha tam na całkiem czarne parasole,
cała marność dnia ulicami grzechu płynie
więc i ja moim łzom popłynąć pozwolę.

Nieważne, że łzy dziś w deszczu ukryłam
nieważne, że ból swój dziś przemilczałam
ważne, że iskra nadziei we mnie odżyła

nie poddam się, jutro w słońcu będę stała.

piątek, 18 stycznia 2013
Przekaz.

Myśl goni myśl

chaos w mojej głowie

tyle bym chciała przekazać

jak sztukmistrz w jednym tylko słowie.


Czas, zgubny czas

srebrna nić-pierwsza

tyle bym chciała napisać

jak wielki mentor w paru niemal wersach.


Lęk, dziwny lęk

wpis do pamiętnika

tyle bym mogła powiedzieć

słowem niczym światłem duszę przenikać.


Śmierć, groteskowa śmierć

ostatnia już strona

tyle chciałam przekazać

jak geniusz wielkiego dzieła dokonać.