Życie jest długim pasmem nieprzewidywalności. Nasze marzenia jednak wciąż dodają nam przysłowiowych skrzydeł, by trwać, by codziennie zmierzać się z okrutną poniekąd rzeczywistością. Nie wszystko udaje się nam zrealizować, czasami coś jest ponad naszym zasięgiem,bo my czujemy się zbyt słabi, zbyt mali, by gonić za należnym nam szczęściem. Przecież każdy ma do niego prawo....Nie czuję się do końca spełniona, ale mam swój mały kawałeczek ukochanego świata.Moje myśli rozczochrane dopadają mnie wszędzie. Chaotyczne na początku przeradzają się w moją ukochaną poezję. Może masz ochotę zatrzymać się na chwilę, przysiąść i poczytać? Zapraszam.:
Kategorie: Wszystkie | Joanna G. | Poezja i nie tylko.../życie/odczucia/
RSS
wtorek, 19 maja 2009
Czas, zgubny czas...

 

 

 

 

Kobiety, które trwają w długoletnich związkach zazwyczaj z biegiem upływających lat wpadają w pułapkę rutyny, traktując fizyczne zbliżenie jako uciążliwy obowiązek. Niemal każda zaczyna tęsknić do czasów, gdy sam widok ukochanego mężczyzny przyprawiał ją o przyspieszone bicie serca. Gdy wystarczyło delikatne muśnięcie jego dłoni, skradziony pospiesznie pocałunek, czułe objęcie, by rozbudzone zostały zmysły i pojawiło się pożądanie...Spróbujmy zatem sięgnąć do wspomnień i przywołajmy z pamięci okres narzeczeństwa. Czy nie zdawało nam się wówczas, że tak będzie zawsze? Że zawsze będzie się chętną, otwartą, a pożycie fizyczne przypominać będzie krainę wiecznej, niczym nieskrępowanej szczęśliwości? A jak jest dziś? Po pięciu, dziesięciu, dwudziestu latach małżeństwa, czy luźnych związków? Czy coś jeszcze się ostało z tych dawnych fascynacji, namiętności? Bywa,że przechodzimy kryzys uczuć i wydaje nam się, że miłość do partnera zaczyna wygasać, a my wypalamy się całkowicie. To codzienność, monotonia, konwencjonalność zachowań, brak intencji ze strony partnera sprawia, że zaczynamy coraz częściej marzyć o kochanku. Większość z nas skrycie wizualizuje sobie taką możliwość, a co bardziej rozczarowane swoim związkiem po prostu rzucają się w wir przypadkowych przygód. Chyba każdy z nas zna takie przypadki, choćby z doświadczeń  swoich znajomych, przyjaciół. Często krytykujemy i wręcz potępiamy tego rodzaju zachowania. Ale czy sami nie mamy ochoty na tego typu szaleństwa, tylko brak nam odwagi? Jesteśmy poniekąd hipokrytami.Jednak można spróbować inaczej.Walka z małżeńską monotonią, nudą może znów przywołać czar tamtych lat. Wystarczy podjąć takowe starania. Kolacja przy świecach! A, dlaczego nie? Może w ich blasku nasz partner znów zacznie nam przypominać tamtego, dawnego, fascynującego mężczyznę naszego życia. Może wyklują się jakieś propozycje wspólnego spędzenia czasu:wypadu za miasto, do miejsc, które niegdyś były kolebką naszej namiętności, na tańce.... Możliwości jest sporo. Należy nawet poeksperymentować, realizując swoje fantazje wspólnie.I choć nierealistycznie jest oczekiwać, że po jakimś czasie wspólnego bycia razem wszystko będzie tak jak na początku to jednak sama myśl, że zawsze razem można wiele jeszcze zrobić, by dwoje ludzi radośnie dzieliło ze sobą  nie tylko życie , ale i wspólne posłanie powinno być dla nas porządnym kopniakiem motywującym do ratowania związku.

 

 

Są takie dni...

Są takie dni, zamykam się w skorupie zapomnienia
szalem ciszy się owijam, kołyszę w marzeniach.
wracam myślami do tych miejsc gdzie już byłam,
gdzie  arkany miłości  pierwszy raz odkryłam.

Są dni, że wyrywam się ze szponów samotności,
kiedy mam dość  błądzenia w labiryncie nicości
wtapiam wargi w iluzoryczne ramię pożądania
pozwalam się unosić frazesom przebaczania.

Są takie dni, wokół mnie tylko ludzie-wrony
szczęście jakoś nie zagląda w moje strony
przymykam powieki, uciekam do świata snów.
Czy miłość zbudzi mnie pocałunkiem znów?

 

 

 

poniedziałek, 18 maja 2009
Miłość uleczy, jeśli tylko jej na to pozwolisz.:)

Kocham Ciebie.

 



K ochany, po raz kolejny próbuję nadać prostym słowom jakiś głębszy sens.
O strożnie dobieram barwy słów, tak aby żadna nie wywarła na tobie szarego wrażenia.
C enię nade wszystko szczerość, więc nią pokryję każdą myśl.
H uragan nieczułości nie odważy się zniszczyć potęgi tego wyznania.
A tłasem me słowa pokryte, lśnią jak brylanty.
M oże to i dlatego, że płyną z głębi mego serca.

C okolwiek jednak, by się wydarzyć miało
I ktokolwiek, między nami by stanął
E gzystencjalnie upadnie.
B o tak naprawdę nie ma takiej siły.
I nie ma tak złej mocy.
E sencja miłości-to my. 

 

 

 

W rocznicę….

 

 

 

 

Pamiętasz jeszcze te chwile

kiedy los połączył nas?


Ja pamiętam te piękne motyle

słońce, lazurowe niebo

w miejscu stanął czas.


Kwiaty bardziej zapachniały

świat się z nami wtedy śmiał

odtąd szliśmy zawsze razem

ty i ja.  

 

 

  
niedziela, 10 maja 2009
Ech, te czasy PRL-u....

Jestem numerologiczną szóstką, w chińskiej wersji zodiakalnej szczurem, a tu tkwię w zawieszeniu między dwoma żywiołowymi znakami. Do końca nie wiem czy bliżej mi czasem do bezradnie beczącego "barana", czy do lekkiego obłędu w oczach rozjuszonego "byka". Jestem też dzieckiem  drugiej dekady PRL-u. Jestem świadkiem  przeobrażeń ustroju i mentalności społeczeństwa. Mimo wszystko z nostalgią wspominam dawne czasy. Nie należały do łatwych, ale nauczyliśmy się w nich żyć i  nawet cieszyć z niedogodności jakie przynosił nam ówczesny ustrój. Byłam wówczas dzieckiem, więc inaczej patrzałam na tamten świat. Moje pokolenie na pewno zrozumie co mam na myśli, bo kto  z nas  z sentymentem  nie powraca do czasów gumy  do żucia Donald, (takie z historyjkami w środku, ileż radości nam wówczas sprawiały),oranżady w proszku(nie było lepszej, zjadało się ją wygrzebując paluchem z torebki),polo cocty i cytronady w foliowym woreczku zaopatrzonym w słomkę,vibovitu, zagęszczonego mleka w tubce, lodów "Bambino", syfonów z wodą gazowaną(naboje do nich wymieniało się w sklepach "społem"),saturatorów  w okresie letnim(można było napić się przy wtórującym brzęczeniu pszczół wody z sokiem w czasie doskwierających upałów), w końcu czasów koloni, obozów czy wczasów "pod gruszą" oferowanych przez zakłady pracy  dla całych rodzin, paczek świątecznych i zapachu pomarańczy tylko ten jedyny raz, w  święta Bożego Narodzenia. Ech, i jak tu się nie wzruszyć? Poza tym nasze pokolenie aktywnie spędzało czas na podwórkach. Umieliśmy wspaniale sobie zorganizować czas, używając skakanek, gum, piłek, kapsli po butelkach, paletek, hula-hopp, czasem nawet noży, a ściślej mówiąc finek harcerskich. Zawsze uśmiechnięci i pełni werwy do działań. Dziś wyglądam za okno, bawiących się dzieci prawie wcale nie widuję, a jeśli się zdarzy, to widok jaki ukazuje się moim oczom nie napawa mnie bynajmniej optymistyczną wizją. Drżę z obawy o przyszłość nowej generacji.

 

Złe czasy

 

Niedobre to czasy.
Świat substytutów wycięty z gazety
popyt na gadżety.


Niedobre to czasy.
Lansowane Dodo-twory w medialnym pędzie.
pornografia wszędzie.

Złe to czasy.
Terror swój taniec szatański demonstruje
nienawiść nas truje.

Złe to czasy.
Romantyczna dusza w podziemiach uwięziona.
Jak cudu dokonać?

 

 Trudno być.

 
Czasami nie widzę odbicia swego.
nie wiem kim naprawdę jestem,
nienawiść czuję do świata całego,
najbardziej jednak do siebie.

  Czasami brak mi wiary, boję się być,
  zamknięta na amen ma dusza,
  walczę sama z sobą, trudno jest żyć
  gdy zamiast wspierać każdy chce pouczać.
środa, 06 maja 2009
Złość pokonasz łagodnością, zło dobrem, skąpstwo szczodrością, kłamstwo prawdą.

"Każda radość, którą niesiemy innym zawsze do nas powróci."- ktoś mądry to niegdyś powiedział i myślę, że w życiu sprawdza się ta maksyma. A ja osobiście bardzo cenię sobie przekaz poety Phila Bosmansa

"Nie ma zbyt wiele czasu, by być szczęśliwym. Dni przemijają szybko. Życie jest krótkie. W księdze naszej przyszłości wpisujemy marzenia, a jakaś niewidzialna ręka nam je przekreśla. Nie mamy wtedy żadnego wyboru. Jeżeli nie jesteśmy szczęśliwi dziś, jak potrafimy być nimi jutro?
Wykorzystaj ten dzień dzisiejszy. Obiema rękoma obejmij go. Przyjmij ochoczo, co niesie ze sobą: światło, powietrze i życie, jego uśmiech, płacz, i cały cud tego dnia. Wyjdź mu naprzeciw."

 

 

Niektórzy uważają, że siła Boska tak naprawdę nie istnieje.Cynizm tego twierdzenia nie wytrzymuje jednak próby, kiedy spoglądamy na świat, na jego naturalne piękno, a przede wszystkim na jego niebywałą umiejętność przetrwania w obliczu zagrożeń ze strony człowieka.Nie dostrzegamy tego na co dzień, nie mamy czasu, chwili wytchnienia, bo nasz świat zamyka się tylko w obrębie naszych własnych sprawunków i potrzeb. Wiecznie zabiegani, emocjonalnie nieprzystosowani, egoistycznie nastawieni na życie...Dopiero w chwili rozpaczy, w chwili bezradności, kiedy niewidzialna ręka zatrzyma nas, by poddać próbie jesteśmy w stanie dostrzec więcej. Dusza wyswobodzona ze zbroi zimnego pragmatyka wyostrza nasze zmysły. Teraz można poczuć zapach natury, poczuć  ciepły wiatr we włosach, wyczuć niemal tętno ziemi.Dla niektórych niestety jest za późno, nie wykorzystują swojej szansy, ale większość z nas dostaje takową.... Zastanawia mnie dlaczego ludzie nie potrafią mówić wprost o swoich odczuciach? Tłamsimy w sobie wszystko, niepotrzebnie gromadząc tyle  złej energii.Jesteśmy tak dziwnie skonstruowani.Nie potrafimy być szczerzy. Prowadząc dialog z innymi nie mówimy wszystkiego,  wewnątrz prowadząc monolog z własnym  "ja" katujemy się niejednokrotnie. Kłamstwo wypacza prawdę, łagodność przemienia się w złość, irytację... Czemu nie staramy się tego zmienić?Zdaje się, że wszystko jest trudne zanim stanie się łatwe. Powiadają, że siłę charakteru mierzy się trudnością przeszkód, które zostały pokonane. Tak! Pamiętajmy jednak, że mamy tylko jedno życie i jeśli teraz nie zaczniemy mówić innym, tego co chcemy  faktycznie powiedzieć to druga szansa może nigdy nie nadejść. Czas zadecyduje. Nie spostrzeżesz się, a tej osoby po prostu nie będzie.

 

 

 

 

 

 

 

 Konterfekt świata.

 

 

W tafli próżności

gęba ludzkiej pychy

samouwielbienia szczerzy

diamentowe kły.


W tym wychodku życia

wszyscy chcą ładnie pachnieć

we wdzianku z mamony

na szczytach lśnić. 


Księgi honoru

na stosach obłudy

gasną  w źrenicach

obojętnych  oczu.


Obraz świata upodlony

szatański wypełnia plan.

Jeśli mogę żyć inaczej

chcę to w końcu poczuć.